Obserwatorzy

wtorek, 7 lipca 2020

40. Żyję.

Dzień dobry?
Zagląda tutaj ktoś czasem...?
Zniknęłam na wiele, wiele lat. Tak, moja wina, jestem tego świadoma.

Przyznaję bez bicia, że wypaliłam się lalkowo w wyjątkowo krótkim czasie, głównie przez problemy natury osobistej i zdrowotnej. Przez moją okrutną nerwicę okazało się, że studia, które miały być "fajnym czasem z wieloma wspomnieniami" okazały się dla mnie ciężkim i wyjątkowo stresującym kawałkiem chleba. Dwa lata temu odkryłam, że znacznie łatwiej mi się odstresować grając w gry niż zajmując się lalkowaniem, wtedy też kupiłam sobie w prezencie urodzinowo-bożonarodzeniowym PS4. Dodatkowo mój wiekowy już komputer, przeżywa ciężkie czasy, a ja żeby się nie stresować staram się włączać go kiedy naprawdę muszę. Aktualnie kończę magisterkę, co dodatkowo utrudniła mi ta cała sytuacja z kwarantanną. Jeszcze na drugim roku magisterki wpadłam na genialny pomysł ciągnięcia dwóch kierunków, kiedy się okazało, że nie mogę kontynuować dotychczasowego kierunku na magisterce od razu.
Choć swoimi lalkami zajmuję się nadal, głównie w zaciszu domu, dla samej siebie, to przyznaję, że zatęskniłam za blogowaniem...

Baardzo brakuje mi także flickra. Przez zmianę polityki dla darmowych użytkowników jakoś wypalił mi się zapał do robienia zdjęć. Jednak chciałabym do tego wrócić, tylko problem pojawia się taki, że nie wiem na jaką platformę się przenieść... Instagram niby w porządku, ale brak możliwości udostępniania zdjęć z komputera mnie odrzuca.

Chciałabym obiecać, że będę często wpadać, ale znam siebie już na tyle dobrze, że wiem iż to niewykonalne, zatem postaram się zaglądać chociaż co jakiś czas.

Do przeczytania!
~LuLu

czwartek, 25 grudnia 2014

39. Święta, święta, a LuLusiowe marzenia spełniły się znacznie wcześniej!

Ho ho ho!
Dzisiaj stosunkowo wyjątkowy post ze względu na datę - mamy Boże Narodzenie, ale i również dlatego, że pragnę Wam przedstawić moją nową mieszkankę, na którą czekałam aż 11 lat i już sądziłam, że nigdy się nie doczekam!
Ja sama nie mogłam się przez całą tą świąteczną bieganinę doczekać, aż Wam ją przedstawię!

- Rude włosy,
- piegi,
- różowe kolczyki,
- ręce zginane w łokciach,
- niebieskie oczy,
- obrączka,
- ciążowy brzuszek...
Jaka lalka Wam przychodzi na myśl? Bo mi tylko i wyłącznie "Happy Family Midge and Baby"!

Wikipedia rzecze:
"W roku 2003 kontrowersje wzbudziła linia Happy Family. Alan i Midge przedstawiani byli w nim jako para posiadająca syna, Ryana , i spodziewająca się narodzin córki, Nikki. Lalka Midge, będąca "w ciąży", posiadała odczepiany brzuch, w którym znajdowało się niemowlę. Pojawiały się opinie, że lalka jest poparciem dla zachodzenia w ciążę przez nastolatki, co doprowadziło do wycofywania lalek z półek sieci Wal-Mart. Dla linii Happy Family wyprodukowano również domek dla lalek, basen, rynek, i plac zabaw."          Źródło.

Dla mnie jest ona przede wszystkim marzeniem dzieciństwa i jedyną lalką, do której wzdychałam przez te wszystkie lata z taką samą siłą...

Moja ślicznota przybyła do mnie 17 listopada z Allegro.
Na aukcji wygląda tak:

 Zdjęcie podprowadzone z aukcji allegro - link do sprzedającego.

Brzuszka jednak nie uraczysz... Może kiedyś dopadnę taką, która będzie go miała, bowiem to nie będzie raczej jedyna ciężarna Midge w moim domu...

Przeglądałam sobie tego dnia od niechcenia allegro, bo nie miałam co robić i prawie spadłam z fotela jak ją zobaczyłam.
Po dokonaniu zakupu miałam stan przedzawałowy, gdy przyjrzałam się dokładniej jej włosom na zdjęciu aukcyjnym... Kanekalon. Nie wygląda tragicznie, ale ja się boję zajmować tym tworzywem...
Ale to nie koniec moich wahań nastrojów.
Została zamówiona w niedzielę, w środę była na miejscu.
Dzwoni do mnie siostra (bowiem wybyłam na zakupy) i mówi, że przyszła moja lalka, ale wygląda inaczej niż ta na aukcji, no jest ruda, ale piegów nie ma.
Pierwsze co zrobiłam po powrocie do domu, to wpadłam do siostry zobaczyć co mi przysłali.
Owym "czymś" okazała się nie ona, a Sharpay z High School Musical, która nadal jest na aukcji.
Byłam zła. Nie, byłam wściekła z grubsza dlatego, że chciałam mieć ją już teraz w rękach i cieszyć się jak małe dziecko.
Chwilę później siedziałam przed laptopem i dzwoniłam do sprzedawcy - nie dodzwoniłam się, z niewyjaśnionych przyczyn telefon mnie wyrzucał. Poddać się nie poddałam. Już zupełnie na spokojnie napisałam uprzejmy email, w którym opisałam swoje podejrzenia jakoby sprzedawca pomylił po prostu lalki. W odpowiedzi dostałam potwierdzenie moich przypuszczeń i zapewnienie, że już wysyłają właściwą. Ja natomiast po otrzymaniu swojej, która przyszła w poniedziałek 17 listopada, odesłałam spokojnie tę, którą dostałam przez pomyłkę.


Wróćmy na moment do włosów - jak się okazało, faktycznie ich stan nie był tragiczny. Wystarczyło 30min moczenia w zmiękczaczu z odżywką i już dały się rozczesać. Choć ja dla większej pewności, że nie pozbawię jej włosów, pozostawiłam ją na noc w mojej mieszance.
Rano rozczesałam jej włosy jakby była zupełnie nowa. Oryginalnej fryzury niestety nie miała, ale na domiar złego pewien fakt nie dawał mi spokoju za każdym razem jak na nią patrzyłam: miała znacznie mniej włosów niż powinna, a ja za to nie zauważyłam u niej żadnych braków!
Przy drugim myciu włosów i traktowaniu ciepłą wodą (nadal były potargane), po odgarnięciu włosów z czubka zauważyłam jednak coś przez co prawie padłam na zawał stojąc przy zlewie:

Oto i sprawca faktu małej ilości tych przepięknych włosów! Łysina! Kilka dziurek zupełnie pustych... No nic, kupię jej kiedyś włosy i uzupełnię te braki. Jest tego warta.

Same włosy, no cóż... Cieniowanie godnie Mattela:

Najważniejsze dla mnie jest jednak to, że się nie stopiły i wyglądają tak jak chciałam.

Poza dosyć sporym ubytkiem włosów jeszcze jedna rzecz wbiła mnie w podłogę, gdy tylko wygrzebałam ją z koperty... Nogi. Gigantyczne różowe odbarwienia na winylowych nogach! I dwa mniejsze na przepięknej główce! Najgorsze jest jednak to, że odbarwienia na nogach były dobrze widoczne, na zdjęciu aukcyjnym, a ja po prostu nie zwróciłam na to uwagi...
Pokażę Wam je posługując się kawałkiem zdjęcia aukcyjnego, które nieco przyciemniłam:


Obecnie prawie ich już nie ma. Odbyła kurację Benzacne (ale niestety posiadam tylko 5%, więc nie zeszły jeszcze zupełnie).

Inną rzeczą, która mnie zaintrygowała jest fakt, że jej kciuki posiadają ślady wyglądające na nadwyrężenie plastiku, sam plastik jednak nie jest w tych miejscach popękany:

Wydaje mi się, że może to być jakieś odbarwienie.
A tak na marginesie... Czy ona nie posiada tych samych choć nieco zmienionych dłoni co Barbie Twirling Ballerina?

Poza tymi kilkoma wadami cała reszta jest w porządku. Podejrzewam, że nie była jakoś wybitnie męczona: Włosy nie były jakoś wybitnie zmechacone (brak mógł być spowodowany wyrwaniem lub po prostu puszczeniem kleju), a wszystkie stawy (WSZYSTKIE!) chodzą tak jakby została dopiero co z pudełka wyciągnięta. Nic nie jest rozklekotane, a nawet chodzą odrobinę za ciężko!

Zatem, oto i ona!

Troszkę buźka się jej błyszczy... Ale nie mam jej czym zmatowić.

Maleńkie pęknięcie winylu przy kolczyku? Z drugiej strony identyczne.

Obrączka!




Na koniec pragnę Wam wszystkim życzyć nieco spóźnionego:
WESOŁYCH ŚWIĄT!!!